
Ten artykuł, tak jak wszystkie teksty na christianitas.org publikowany jest w wolnym dostępie. Aby pismo i portal mogły trwać i się rozwijać potrzebne jest Państwa wsparcie, także finansowe. Można je przekazywać poprzez serwis Patronite.pl. Z góry dziękujemy.
Obejrzałam niedawno w kinie chiński film w reżyserii Gana Bi pt. „Zmartwychwstanie”. Wybrałam się na seans kinowy uzbrojona w wiedzę na jego temat pozyskaną strony Filmweb. Film obejmuje sześć rozdziałów, każdy z nich opowiada inny epizod mający swoją formą odzwierciedlać inny etap historii kina, od kina niemego i niemieckiego ekspresjonizmu, kina noir aż po azjatycką nową falę. Dodatkowo dowiadujemy się z opisu filmu, że poszczególne rozdziały tej opowieści mają symbolizować kolejne zmysły ludzkie oraz – umysł. Ponadto, jak zdążyłam się zorientować film ten został bardzo wysoko oceniony przez krytyków, został również nagrodzony Złotą Palmą – nagrodą specjalną dla Gana Bi w Cannes.
Zasugerowana tymi wysokimi notami spodziewałam się wyjątkowego spektaklu i pozytywnych wrażeń. Tymczasem mimo wstępnej wiedzy zaczerpniętej z internetu na temat tego o czym film ma być, właściwie niewiele z niego zrozumiałam. Miałam wrażenie, że większość sensu zawartego w tych opowieściach jakoś mi umyka. Może spowodowane to było np. wewnętrzną korespondencją filmu z pozostałym kinem azjatyckim, na którym się po prostu nie znam, a może jakimś innym sposobem narracji i mentalnością chińską. Dość, że byłam tym dziełem mocno zawiedziona. Dodatkowo okazało się, że niemal połowa widzów wyszła w trakcie trwania seansu. Sąsiedni widzowie również komentowali, że nic a nic z tego filmu nie zrozumieli.
Po powrocie do domu postanowiłam raz jeszcze obejrzeć stronę Filmweb i dokładniej poczytać komentarze widzów. Okazuje się, że również i tam znajduje się wiele komentarzy, w których widzowie skarżą się na to iż film jest niezrozumiały.
Pod jednym z takich komentarzy znalazłam natomiast inny, który mnie mocno rozbawił:
Nie widziałem filmu, więc się nie ustosunkuję. Widziałem natomiast wcześniejsze filmy Gana Bi i były wybitne. Ich forma i struktura zdumiewa. Mam pytanie: od kiedy sztuka jest do rozumienia? Czy rozumienie sztuki nie uprzedmiotawia jej? Sztuka ma być tajemnicą i wchodzić w reakcje z pierwocinami naszego jestestwa. Czy nie jest tak, że rozumiejąc coś w pełni przerastamy to i gardzimy tym? Tanie emocje, których ludzie poszukują w tanim kinie ugruntowuje tylko emocjonalny konsumpcjonizm.
Raczej należałoby zadać tutaj pytanie: od kiedy sztuka ma być tajemnicą i wchodzić w reakcje z pierwocinami naszego jestestwa?
Natomiast w tym filmie moją uwagę zwróciło szczególnie zderzenie Wschodu z Zachodem. Zachodnie rekwizyty były tutaj używane zgodnie ze wschodnią estetyką. Dodać w tym miejscu należy, że niemal każdy z epizodów nawiązywał w mniejszym lub większym stopniu do muzyki Jana Sebastiana Bacha – twórcy stanowiącego kwintesencję racjonalnej sztuki Zachodu. Zaiste zastanawiająca jest ta współczesna zachodnia pogarda do własnego dziedzictwa, dla typowo zachodniego kierowaniem się w tworzeniu sztuki rozumem, logiką i przejrzystymi regułami i prawami. Sztuka świata zachodniego od zawsze kierowała się logiką wzajemnego korespondowania z innymi dziełami, polegała na grze formą, zabawach w ramach przyjętych reguł itd. itp. Twórcy zakładali, że odbiorca będzie na tyle wykształcony, że zrozumie te gry i zabawy wewnątrz formy, a nawet gdy forma zostanie przełamana czy rozbita, to odbiorca doceni to, bo będzie świadomy tego procesu, a zatem będzie rozumiał co się w danym dziele dokonuje.
Co innego jednak jeszcze mnie w tym filmie zafrapowało, otóż reżyser, który jest jednocześnie autorem scenariusza, upichcił to dzieło z elementów niemal wszystkich pochodzenia zachodniego – począwszy od historii kina – sztuki wybitnie zachodniej, wraz z jej początkami, które miały miejsce w czasach, gdy Chińczycy nosili jeszcze długie warkocze, które byłysymbolem podległości i lojalności wobec mandżurskich władców (zresztą w scenie z palarni opium, która rozgrywa się w pierwszym epizodzie, odzwierciedlającym epokę kina niemego, mamy właśnie ukazanych Chińczyków w tradycyjnym stroju i fryzurze), a skończywszy na chorałach Bacha. Gdyby nie te elementy zachodnie – film w ogóle by nie mógł powstać, bo autor nie miałby czego przetwarzać.
Mam takie wrażenie, że to w jaki dynamiczny sposób Wschód teraz się rozwija, stało się możliwe dzięki globalizacji i zaanektowania przez Wschód dokonań i zdobyczy Zachodu. Ten film pokazuje też jak w soczewce to, jak Wschód posługuje się również zachodnim imaginarium. Robi to czasem bardziej lub mniej zręcznie, w sposób bardziej lub mniej dla nas, Europejczyków, zrozumiały. Nie ma natomiast żadnych wątpliwości, że w czasach globalnej wioski kultura zachodnia jest dla ludzi Wschodu zrozumiała.
Natomiast przypadek tego filmu przywiódł mi na myśl fragment eseju kard. Ratzingera, nad którym ostatnio rozmyślałam:
Charakter międzykulturowy stanowi moim zdaniem nieodzowny dzisiaj wymiar dyskusji mającej na celu sformułowanie najważniejszych problemów człowieczeństwa; dyskusji tej nie można prowadzić, w obrębie samego chrześcijaństwa ani w obrębie tradycyjnego myślenia Zachodu. We własnym ich rozumieniu obydwa uważają się za uniwersalne i de iure takimi rzeczywiście mogą być. De facto muszą one jednak uznać, że są przyjmowane tylko przez część ludzkości i tylko dla tej części są zrozumiałe[1].
Wydaje mi się zbyt ryzykownym zabieg oddzielania chrześcijaństwa od tradycyjnego myślenia Zachodu. Nie istnieje bowiem chrześcijaństwo (w wersji rzymsko-katolickiej) sauté. Zawsze jest ono zanurzone w jakiejś tradycji kulturowej czy cywilizacyjnej. A chrześcijaństwo w wydaniu Kościoła katolickiego jest całkowicie wyrażone językiem tradycyjnego myślenia Zachodu.
Przypomina mi się scena z mojej obrony rozprawy doktorskiej, kiedy to ówczesny dziekan wydziału teologicznego zadał mi pytanie, czy sięganie do innych filozofii niż tylko tych „tradycyjnych”, czyli zbudowanych na filozofii greckiej – augustynizmie czy tomizmie, jest właściwe i dozwolone przy wyrażaniu prawd chrześcijańskich. Odpowiedziałam wtedy, że skoro prawda objawiona przekracza wszystkie systemy filozoficzne, to można starać się używając różnych języków filozoficznych odkrywać nowe jej aspekty. Po obronie mój promotor – o. Jacek Salij zmył mi za to głowę tłumacząc, że przecież skoro Opatrzność sprawiła, że zręby dogmatyki katolickiej powstały w ramach filozofii greckiej (patrz pojęcia takie jak osoba, natura, istota, substancja itd.), to my nie możemy sobie teraz zdejmować tej filozofii jak niemodnego ubrania i przebierać naszej wiary w nowsze, modniejsze systemy filozoficzne. Systemy te bowiem najczęściej albo zawierają jakieś błędy w rozpoznaniu rzeczywistości, albo w ogóle negują jakąkolwiek możliwość jej poznania. W związku z powyższym nie ma możliwości przełożenia prawd wiary na języki współczesnej filozofii bez poważnego uszczerbku dla naszej wiary albo w ogóle nawet bez jej utraty.
Zastanawiające jest dla mnie na ile w powyższym fragmencie kard. Ratzinger skapitulował wobec przekonania, że chrześcijaństwo musi być tłumaczone na inne kultury, bo albo ono samo, albo język tradycyjnego myślenia Zachodu jest dla tych kultur niezrozumiały. A przecież nawet przykład tego chińskiego filmu pokazuje, że współczesne obce kultury czerpią garściami ze skarbca kultury zachodniej.
Nie należy zatem wstydzić się przekonania, że człowiek wychowany w obcej kulturze i wierze, jeżeli przyjmuje wiarę chrześcijańską, to w jakiś sposób przyjmuje również tradycyjny sposób myślenia Zachodu. Co więcej, nie tylko to zrozumienie chrześcijaństwa i zachodniego sposobu myślenia dla człowieka innej kultury nie jest niemożliwe, ale też właśnie powinno tak być, że człowiek przyjmujący zachodnie chrześcijaństwo, przyjmuje je wewnątrz zachodniej kultury.
Tak jak my, współcześni ludzie, poznając Pismo Święte, uczymy się i poznajemy sposób myślenia i wyrażania się starożytnych Izraelitów – po to żeby lepiej zrozumieć przekaz Biblii, tak samo należy przyjąć ten tradycyjny zachodni sposób myślenia aby lepiej zrozumieć zachodnie chrześcijaństwo.
Antonina Karpowicz-Zbińkowska
Zmartwychwstanie, reż. Gan Bi. Chiny, Francja, USA, 2025.
Drogi Czytelniku, prenumerata to potrzebna forma wsparcia pracy redakcji "Christianitas", w sytuacji gdy wszystkie nasze teksty udostępniamy online. Cała wpłacona kwota zostanie przeznaczona na rozwój naszego medium, nic nie zostaje u pośredników, a pismo jest dostarczane do skrzynki pocztowej na koszt redakcji. Co więcej, do każdej prenumeraty dołączamy numer archiwalny oraz książkę z Biblioteki Christianitas. Zachęcamy do zamawiania prenumeraty już teraz. Wszystkie informacje wszystkie informacje znajdują się TUTAJ.
[1] Joseph Ratzinger, Spoiwo świata. Moralne podstawy wolnego państwa, tłum. W. Szymona OP, w: Teofil, nr 2 (31), 2012, s. 126.
(1975), doktor nauk teologicznych, muzykolog, redaktor „Christianitas”. Publikowała w „Studia Theologica Varsaviensia”, "Christianitas", na portalu "Teologii Politycznej" oraz we "Frondzie LUX". Autorka książek "Teologia muzyki w dialogach filozoficznych św. Augustyna" (Kraków, 2013), "Zwierciadło muzyki" (Tyniec/Biblioteka Christianitas, 2016) oraz "Rozbite zwierciadło. O muzyce w czasach ponowoczesnych"(Tyniec/Biblioteka Christianitas, 2021). Mieszka w Warszawie.