Felietony
2026.03.16 13:47

Słaba religia, czyli o korzyściach z rozmów katolicko-muzułmańskich

Ten artykuł, tak jak wszystkie teksty na christianitas.org publikowany jest w wolnym dostępie. Aby pismo i portal mogły trwać i się rozwijać potrzebne jest Państwa wsparcie, także finansowe. Można je przekazywać poprzez serwis Patronite.pl. Z góry dziękujemy.

 

Czas leci szybko i sporo go już minęło od stycznia, a więc miesiąca, w którym to od lat celebruje się w Kościele ekumenizm oraz relacje z judaizmem i islamem. Niekoniecznie czuję potrzebę komentowania tych wydarzeń, jeśli bowiem miałbym cokolwiek określić jako „pusty rytuał”, to byłyby to chyba właśnie one. Chciałbym jednak poruszyć pewien temat z samymi tymi „obchodami” bezpośrednio niezwiązany, choć wychodzący od tak ważnej dla nich kwestii kontaktów z ludźmi spoza Kościoła. Będąc zwolennikiem klasycznie rozumianej tolerancji i sceptykiem jeśli chodzi o tzw. „dialog”, uważam jednocześnie, że zdecydowanie powinniśmy rozmawiać z przedstawicielami innych wyznań chrześcijańskich oraz innowiercami. Nie tylko w celach ewangelizacyjnych. Nie tylko dlatego, że jako religioznawca uważam ich religijne poglądy za intelektualnie frapujące i fascynujące (nawet jeśli jako katolik uważam, że mijają się z Prawdą). Również dlatego, że możemy się czasem przejrzeć w ich oczach i zobaczyć, co jest z nami – polskim, a może po prostu powszechnym Kościołem – nie tak.

Przy okazji pewnej konferencji naukowej miałem niedawno okazję porozmawiać z dwiema polskimi muzułmankami. Nie była to rozmowa długa i szczegółowa, raczej kilka zdań zamienionych przy okazji poczęstunku w czasie przerwy w obradach. Nie wiem tego na pewno, ale z naszej pogawędki wywnioskowałem, że obie panie były konwertytkami. Pogawędka dotyczyła właśnie konwersji na islam – byłem ciekaw, jak moje rozmówczynie widzą charakter, zasięg i skalę tego zjawiska w Polsce. Ich zdaniem jest ono rozległe i zakreśla coraz szersze kręgi. Nie znam statystyk, więc nie wiem, na ile nie poniósł ich tutaj konwertycko-neoficki zapał i entuzjazm, który wyłapałem w ich wypowiedziach, ale ponoć konwersje na islam są generalnie coraz częstszym zjawiskiem w całej Europie, więc dlaczego nie miałoby to mieć miejsca również u nas. Natomiast niezależnie od adekwatności ich oceny zasięgu tych konwersji, bardzo ciekawe było to, co mówiły o ich przyczynie bądź podłożu. Otóż konwertyci mają w większości wywodzić się spośród katolików (w Polsce to akurat niedziwne), a powodem ich aktywnego wejścia w orbitę islamu jest to, że religia dominująca jest nijaka i nieokreślona, i że w zasadzie nie wiadomo, o co w niej chodzi.

Co interesujące, nieco podobną w swojej wymowie hipotezę znalazłem niegdyś we wstępie Tadeusza Doktóra do jego książeczki pt. Nowe ruchy religijne i parareligijne w Polsce: mały słownik (Warszawa 1999). Rozważając  socjo-psychiczne uwarunkowania występującej wśród Polaków w latach 90. konwersji na rozmaite alternatywne wobec chrześcijaństwa nurty religijne autor zauważa:

Zastosowanie nieco bardziej precyzyjnej oceny religijności pozwala stwierdzić, że wśród ojców uczestników orientalnych ruchów religijnych zdecydowaną mniejszość można zaliczyć do osób regularnie praktykujących; w przypadku buddyzmu zen – 25%, Brahma Kumaris – 19%, Medytacji Transcendentalnej – 12,5% (Doktór, 1993). Można więc przypuszczać, że znaczna część uczestników nowych ruchów religijnych wywodzi się z rodzin jedynie nominalnie katolickich. Choć na przykładzie polskiego społeczeństwa nie sprawdza się teza o sekularyzacji jako jednym z głównych czynników sprzyjających rozwojowi nowych ruchów religijnych, to jednak nie sposób zaprzeczyć, że przekaz macierzystej tradycji religijnych jest niekiedy tak słaby, że dla niektórych młodych ludzi nowe ruchy religijne jawią się jako jedyna sensowna propozycja w sferze duchowości. 

Od tamtego czasu sytuacja religijna w naszym kraju uległa oczywiście zmianom. Przede wszystkim również nas dopadła sekularyzacja, której trzydzieści lat temu jeszcze nie było widać. Czy nie jest jednak tak, że to zarówno ona, jak też dzisiejsze zainteresowanie islamem (na razie słabo zauważalne na ogólnym poziomie statystycznym, choć zdaniem moich rozmówczyń rosnące), są pokłosiem tego samego zjawiska, które w latach 90. odpowiadało za konwersje na egzotyczne ruchy religijne i parareligijne? Jeśli młoda konwertytka na islam mówi dziś, że ludzie przyjmują religię proroka, ponieważ w katolicyzmie – ponoć religii dominującej, a na pewno obecnej w szkołach i ciągle statystycznie mającej wpływ na dzieci i młodzież przynajmniej do końca podstawówki – „nie wiadomo, o co chodzi”, to naprawdę powinniśmy się głęboko nad tym zastanowić. I może zamiast rozmieniać się na drobne, powinniśmy odkryć na nowo wszystko to, co czyniło katolicyzm religią, w której doskonale wiadomo o co chodzi, i w której traktuje się to „coś” poważnie. To z pewnością nie jest recepta na zdobywanie mas nowych wiernych i powrót do pełnych kościołów, co zapewne marzy się niektórym duchownym. Ale – no właśnie – może powinniśmy przestać myśleć w kategoriach recept czy socjotechnik ukierunkowanych na przyciąganie ludzi, a zacząć szukać Królestwa Bożego i jego sprawiedliwości?  

Warto gadać z innowiercami, naprawdę…

Tomasz Dekert

 

Drogi Czytelniku, prenumerata to potrzebna forma wsparcia pracy redakcji "Christianitas", w sytuacji gdy wszystkie nasze teksty udostępniamy online. Cała wpłacona kwota zostanie przeznaczona na rozwój naszego medium, nic nie zostaje u pośredników, a pismo jest dostarczane do skrzynki pocztowej na koszt redakcji. Co więcej, do każdej prenumeraty dołączamy numer archiwalny oraz książkę z Biblioteki Christianitas. Zachęcamy do zamawiania prenumeraty już teraz. Wszystkie informacje wszystkie informacje znajdują się TUTAJ. 

 

 


Tomasz Dekert

(1979), mąż, ojciec, z wykształcenia religioznawca, z zawodu wykładowca, członek redakcji "Christianitas", współpracownik Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.