
Narodowy Marsz Życia — organizowany od 2019 roku przez Fundację Świętego Benedykta — to już nie jest wydarzenie niszowe. Kilkadziesiąt tysięcy uczestników co roku plasuje go wśród największych marszów pro-life w całej Europie, być może nawet na pierwszym miejscu. A jednak wciąż jest sprowadzany do jednopunktowej agendy: „przeciwnicy aborcji wychodzą na ulicę". To nie tylko uproszczenie — to celowe zaszufladkowanie, które ma pozbawić marsz jego prawdziwego znaczenia.
Tak, ochrona życia nienarodzonych jest centralnym postulatem. I słusznie — bo to jeden z fundamentalnych sprawdzianów tego, jak społeczeństwo traktuje tych, którzy są całkowicie bezbronni. Ale kto redukuje Marsz wyłącznie do tego, ten gubi szerszy obraz.
Narodowy Marsz Życia jest publicznym głosem polskiego chrześcijaństwa — głosem, który mówi: suwerenność i przyszłość Polski zależy od tego, czy zachowa ona swój sposób rozumienia świata. Ten sposób — wypracowany przez ponad tysiąc lat, od chrztu Mieszka I i koronacji Bolesława Chrobrego — nie jest reliktem przeszłości. Jest żywym fundamentem tego, co w Polsce dziś działa.
Jest coś zastanawiającego w obserwacjach przybyszów z Zachodu. Wchodzą na polskie YouTube'y, nagrywają vlogi, piszą posty — i mówią o Polsce z podziwem. Bezpieczeństwo. Wzrost zamożności. Silne relacje sąsiedzkie. Gościnność. Żywa tkanka rodzinna.
My tymczasem widzimy głównie niedoskonałości — bo chcemy jeszcze więcej. Ale warto zapytać: skąd to wszystko pochodzi? Czy wynika z tego, że po 1989 roku po prostu „dołączyliśmy do Zachodu"? To byłby błąd. To, co inni w Polsce podziwiają, wyrasta z tradycji, którą chrześcijaństwo formowało przez stulecia: szacunek dla życia, trwałość rodziny, rozumienie dobra wspólnego.
Pierwszy filar: szacunek dla życia. Nie tylko w kontekście aborcji — choć i tu polska wrażliwość pozostaje inna niż zachodnia. Chodzi o całą kulturę solidarności: z osobami starszymi, z rodzinami wielodzietnymi, z ludźmi potrzebującymi. Ta solidarność nie jest przypadkowa — wyrasta wprost z chrześcijańskiego rozumienia godności człowieka.
Drugi filar: rodzina jako fundament. Konstytucyjna definicja małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny nie jest ideologicznym wymysłem — jest przeniesieniem do prawa tego, co przez wieki stanowiło oczywistość w życiu społecznym. Troska Polaków o dom i rodzinę była i jest jednym z silników narodowego sukcesu ostatnich trzydziestu lat.
Trzeci filar: państwo służące dobru wspólnemu. Polacy mają głęboko zakorzenione chrześcijańskie rozumienie polityki — jako służby, nie władzy dla władzy. Poza tym uważamy, że Polska należy do nas, a nie do elit władzy i pieniądza Polityczny zwrot z 2015 roku był w dużej mierze odpowiedzią obywateli na brak solidarności z tymi, których bogacące się polskie państwo, omijała w imię ortodoksji gospodarczego liberalizmu.
Marsz stara się łączyć całość spraw wynikających z katolickiego przesłania społecznego. Dlatego też w 2025 roku Marsz przypominał zapomniane przez państwo rocznice koronacji pierwszych polskich królów. W tym roku — w obliczu 1060. rocznicy chrztu Polski — ten wymiar historyczny jest równie ważny.
Bo Marsz rozumie coś, co wielu umyka: dzisiejsze dobra nie istniałyby bez dawniejszego dziedzictwa. Polskie dziedzictwo w swojej rzeczywistej i duchowej ciągłości — to nie sentyment. To jeden warunków dobrego chrześcijańskiego życia.
Dlatego właśnie warto pojawić się w niedzielę w Warszawie, na Placu Zamkowym — by afirmować tego, czym Polska jest — i powinna pozostać.
Tomasz Rowiński
(1981), redaktor "Christianitas", redaktor portalu Afirmacja.info, publicysta poralu Aleteia.org, senior research fellow w projekcie Ordo Iuris: Cywilizacja Instytutu Ordo Iuris, historyk idei, publicysta, autor książek; wydał m. in "Bękarty Dantego. Szkice o zanikaniu i odradzaniu się widzialnego chrześcijaństwa", "Królestwo nie z tego świata. O zasadach Polski katolickiej na podstawie wydarzeń nowszych i dawniejszych", "Turbopapiestwo. O dynamice pewnego kryzysu", "Anachroniczna nowoczesność. Eseje o cywilizacji przemocy". Mieszka w Książenicach koło Grodziska Mazowieckiego.