
Ten artykuł, tak jak wszystkie teksty na christianitas.org publikowany jest w wolnym dostępie. Aby pismo i portal mogły trwać i się rozwijać potrzebne jest Państwa wsparcie, także finansowe. Można je przekazywać poprzez serwis Patronite.pl. Z góry dziękujemy.
Żyjemy w czasach, gdy wielu chrześcijan, także katolików, skapitulowało wobec świata. Jedni stracili nadzieję, że trwanie tradycji religijnej jest jeszcze możliwe i poszli za sączonymi im do ucha podszeptami. Wedle nich trzeba wymyślać jakieś nowe chrześcijaństwo, pogodzone z oczekiwaniami ateistycznej i permisywnej nowoczesności. Inni, sprzeciw wobec światowego pogaństwa, traktują jako z góry przegraną sprawę, co do której jest już tylko jedna taktyka, by umierać... ale powoli. Następni, tak daleko popadli w pesymizm, że współczesne zamieszanie w Kościele uważają za znak jego upadku i dla ratowania prawdy religijnej widzą tylko jedną drogę, która oznacza popadnięcie w jawny błąd nieposłuszeństwa wobec papieża.
Ostatecznie, podobnie jak ci pierwsi, tak i oni kapitulują porzucając kościelną komunię. Nadając zaś sobie faktycznie prawo do sprawowania autorytetu nauczania oraz określania granic wiary Kościoła odrzucają to, co chcą chronić, czyli właśnie tradycję. Tradycja bowiem nie zatrzymała się u progu tego czy innego soboru, ani tego czy innego pontyfikatu, ale postępuje przez dzieje. Nawet jeśli wielu ludzi wkłada wiele wysiłku by utrudnić jej rozpoznawanie w głosie Kościoła. Są jednak i tacy, którzy nie przyznając sobie prawa do posiadania tradycji nieustannie zabiegają o wydobywanie na wierzch jej złotych nici – zarówno w liturgii, jak i w doktrynie, ale też w jedności kościelnej.
O nich jest poniższa opowieść.
*
W dniach 23–25 maja 2026 roku przeszła z Paryża do Chartres czterdziesta czwarta już pielgrzymka tradycji katolickiej. Dwadzieścia tysięcy osób przemierzyło sto kilometrów z centrum Paryża do słynnej katedry górującej nad równiną Beauce. To wydarzenie, które od kilku lat jest tematem analiz nie tylko w mediach katolickich, ale i w świeckiej prasie francuskiej. Co zwraca uwagę dziennikarzy i publicystów? Choćby to, że średnia wieku uczestników wynosi zaledwie nieco ponad dwadzieścia lat. Zapisy na tegoroczną edycję — otwarte w Niedzielę Palmową — musiały być zamknięte ledwie w ciągu doby z powodu ogromnej liczby chętnych. Także jedna z dwóch polskich grup, prowadzona przez Fundację Świętego Benedykta błyskawicznie, bo w ciągu godziny, osiągnęła maksymalną przewidzianą liczbę uczestników. Niewątpliwie mamy do czynienia z fenomenem. Rangę tego wydarzenia podkreśla fakt, że Mszę w katedrze, kończącą wędrówkę, w poniedziałek Zielonych Świątek, odprawił kardynał Raymond Burke. I była to zwyczajowo tradycyjna liturgia rzymska, potocznie zwana trydencką.
A przecież w pierwszych latach po odnowieniu pielgrzymki na początku lat osiemdziesiątych, biskup Chartres, Michel Kuehn, odmawiał zgody na odprawianie Mszy w rycie tradycyjnym wewnątrz świątyni. W konsekwencji liturgię organizowano na zewnątrz. Dopiero w 1989 r., po motu proprio Ecclesia DeiJana Pawła II, Msza zamykająca wydarzenie została przeniesiona do środka katedry. Także pod koniec pontyfikatu papieża Franciszka pojawiły się sygnały, że prałaci odpowiedzialni w Watykanie za Dykasterię ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów są niezadowoleni z mocnej pozycji starszej formy liturgii rzymskiej podczas pielgrzymki. Ponoć chciano i tu – w sposób ścisły – wdrażać przepisy kontrowersyjnego motu proprio Traditionis custodes, dokumentu wymierzonego w żywotność tej właśnie formy liturgii. Liturgii, która była źródłem i szczytem katolickiego życia przez długie wieki. O sprawie pisał w grudniu 2024 roku, daleki od tradycjonalistycznych sympatii, francuski kościelny dziennik La Croix. Temat jednak uległ całkowitemu wyciszeniu razem z wyborem na Stolicę Piotrową papieża Leona. Był to niewątpliwie znak odprężenia w relacjach Rzymu ze środowiskami wiernymi tradycji łacińskiej we Francji.
Nie nostalgia, lecz misja
Skąd jednak bierze się wielka siła przyciągania tej pielgrzymki? Nie byłoby tego bardzo szerokiego zainteresowania mediów bez entuzjazmu uczestników wydarzenia. Rémi Fontaine, jeden z odnowicieli corocznej, pobożnej i masowej trzydniowej wędrówki z Paryża do słynnej katedry, odpowiedział na to pytanie w książce Chartres t'appelle!z roku 2025. Odpowiedź ta jest bardziej złożona i bardziej wymagająca dla całego Kościoła, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.
Pielgrzymka Chrześcijaństwa, czyli pielgrzymka do Charters w jej obecnej formie, została zainicjowana w 1983 roku przez środowisko skupione wokół Centre Henri et André Charlier. Obok Remiego Fontaine, który stał się kronikarzem ruchu, trzeba tu wspomnieć także z pewnością katolickiego działacza, w przeszłości również polityka, Bernarda Antony’ego oraz Maxa Champoiseau, pomysłodawcę i pierwszy dyrektor pielgrzymki w latach 1984–1989. Impulsem dla nich do podjęcia akcji odnowienia chartryjskiej tradycji, oprócz lektury artykułu o gwałtownym spadku praktyk religijnych we Francji, była obecność Jana Pawła II w ich ojczyźnie – miało to miejsce w 1980 roku. Wtedy to na lotnisku Le Bourget padło słynne pytanie papieża: „Francjo, najstarsza córo Kościoła, czy jesteś wierna obietnicom twojego chrztu?".
Organizatorzy pielgrzymkowej marszruty potraktowali ten papieski wyrzut niemal dosłownie. Pierwsza edycja wydarzenia została tematycznie poświęcona sakramentowi obmycia z grzechu pierworodnego i włączeniu w życie wiary. Jej hasło brzmiało: "O odnowienie młodości Francji". Fontaine w swojej książce wspomina ducha, którym się kierowali z Antonym, Champoiseau oraz innymi zaangażowanymi. Chodziło nie o powrót do przeszłości, o pielgrzymowanie jak dawniej, lecz o nową misję, wręcz krucjatę, mającą wyzwolić nie tyle Ziemię Świętą, co ich własne dusze, a także przestrzeń kulturową z tego, co nazwali „jadem apostazji i sekularyzmu".
To kluczowe rozróżnienie dla zrozumienia, czym pielgrzymka jest, a czym nie jest. Organizatorzy od początku unikali postawy nostalgicznej – pielgrzym nie jest człowiekiem wczorajszym ani jutrzejszym, lecz, jak pisze Fontaine używając łacińskiego słowa peregrinus, obcym w świecie, właśnie dlatego, że szuka Boga poza logiką tego świata.
Tradycja odnaleziona
Katedra Matki Bożej w Chartres, wznosząca się ponad rozległymi polami na południowy zachód od Paryża, należy do najważniejszych sanktuariów maryjnych zachodniej Europy. Tradycja pielgrzymowania do tego miejsca sięga IX wieku, a w pełni rozkwitła w dojrzałym średniowieczu, kiedy pod jej sklepieniami gromadzili się pątnicy nie tylko z całej Francji, lecz także z najdalszych zakątków ówczesnej christianitas. Szczególną czcią otacza się tu relikwię zwaną „welonem Maryi” – chustę, którą Matka Boża miała nosić podczas Zwiastowania i Narodzenia Jezusa.
Obecna świątynia powstała na przełomie XII i XIII wieku w miejscu wcześniejszego, zniszczonego przez pożar, budynku romańskiego. Już wtedy była ona wielkim relikwiarzem królestwa Francji. W 876 roku Karol Łysy złożył w niej jedną z najcenniejszych relikwii średniowiecznego zachodniego chrześcijaństwa, czyli wspomniany już welon, zwany także szatą Maryi Panny. Wedle tradycji Karol Wielki miał otrzymać ją od cesarza bizantyńskiego. Fundamenty katedry, dla zapewnienia jej większej stabilności, sięgają aż do ośmiu metrów poniżej poziomu gruntu, co pokazuje, jak wielką wagę przywiązywano do tego miejsca. Nie wszystkie średniowieczne katedry wznoszono z podobnym rozmachem i starannością.
Zerwana nić
Rewolucja francuska brutalnie przerwała wielowiekową tradycję pielgrzymowania. Szata Matki Bożej została pocięta przez władze rewolucyjne na kawałki i rozsprzedana. Na szczęście część nabywców wykupiła te fragmenty po to, by ocalić je od zniszczenia. Jedna z powtarzanych do dziś opowieści głosi, że sama katedra miała w owym czasie zostać przeznaczona na wysadzenie w powietrze. Ponoć ocalił ją miejscowy architekt, który przekonał lokalny komitet rewolucyjny, że gruz po zburzonej świątyni na długie lata zablokuje okoliczne ulice i uniemożliwi normalne funkcjonowanie miasta. Według historyków jest to jednak raczej legenda. Bardziej prawdopodobna wydaje się inna wersja wydarzeń, zgodnie z którą część mieszkańców wystąpiła przeciwko rewolucyjnym bojówkom i obroniła świątynię przed większymi zniszczeniami.
Choć w XIX wieku we Francji stopniowo powróciło względnie normalne życie religijne, pielgrzymowanie do Chartres nie odrodziło się w swojej dawnej formie. Na jego odnowienie trzeba było czekać jeszcze wiele lat. Dopiero na początku XX wieku nieoczekiwaną rolę odnowiciela tej starej tradycji odegrał człowiek, po którym mało kto się tego spodziewał – poeta Charles Péguy.
Wieszcz francuskiego ludu
Péguy urodził się 7 stycznia 1873 roku w Orleanie, w ubogiej rodzinie robotniczej. Ojciec – stolarz – zmarł kilka miesięcy po jego narodzinach, toteż Charles wychowywał się pod opieką matki, która pracowała przy reperowaniu wiklinowych krzeseł, by utrzymać dom. To proletariackie dzieciństwo odcisnęło na nim głębokie piętno – przez całe życie utożsamiał się z robotnikami i chłopami, a Francję postrzegał przez pryzmat jej ludu, a nie elit.
Dzięki zdolnościom i stypendium Péguy dostał się do prestiżowej uczelni, czyli École Normale Supérieure w Paryżu, gdzie słuchał wykładów filozofa Henriego Bergsona i zaprzyjaźnił się z powieściopisarzem Romainem Rollandem. Był człowiekiem głęboko zaangażowanym – najpierw w socjalizm (do partii socjalistycznej wstąpił w 1895 roku), potem w sprawę niesprawiedliwie oskarżonego o zdradę narodową kapitana Dreyfusa, którą traktował jako kwestię moralną, a nie – jak większość kraju – polityczną. W 1900 roku założył pismo „Cahiers de la Quinzaine" („Zeszyty Dwutygodniowe"), które prowadził do śmierci jako niezależną trybunę myśli i literatury.
Peguy był typem idealisty nietolerującym kompromisów. Kiedy uznał, że socjaliści zdradzają własne idee przez politykierstwo i cenzurę wewnętrzną, porzucił partię. Kiedy środowisko laickich intelektualistów oczekiwało od niego agnostycyzmu, on publicznie wrócił do wiary. Ta wewnętrzna niezależność kosztowała go wiele – gdy ogłosił swój powrót do katolicyzmu, skreślono go z listy kandydatów do Akademii Francuskiej. Nigdy też nie uwolnił się od problemów finansowych – nękały go one do końca życia.
Droga prze ciernie
Około 1908 roku Péguy zaskoczył przyjaciela Josepha Lotte’a wyznaniem: „Odnalazłem wiarę". Jego powrót do katolicyzmu był jednak ze wszech miar złożony. Wcześniej poślubił Charlotte-Françoise Baudoin, ale jedynie cywilnie – żona wywodziła się z rodziny zadeklarowanie ateistycznej i sama była niewierząca. Katoliccy znajomi namawiali Péguy'ego, by ją porzucił, czego nie chciał uczynić pomimo kryzysów jakie wstrząsały małżeństwem. Uważał, że nawet związek zawarty wyłącznie przed urzędnikiem rodzi zobowiązanie, którego chrześcijaninowi nie wolno złamać. W efekcie nie mógł ochrzcić trojga swoich dzieci – przede wszystkim z powodu sprzeciwu Charlotte-Françoise i braku zgody co do ich katolickiego wychowania. Sam był też odcięty od sakramentów.
Cierpień poecie przysparzało też to, że część jego katolickich przyjaciół, między innymi filozof Jacques Maritain, zdystansowało się od niego w związku z jego decyzją pozostania przy rodzinie. Równocześnie był namawiany do wejścia w nowe małżeństwo, które mogłoby być związkiem pobłogosławionym przez Kościół. Naciski te nie miały charakteru abstrakcyjnego. Około roku 1910 trwała bowiem, siłą rzeczy nieszczęśliwa, miłość Pequy do Blanche Raphaël, młodej żydowskiej intelektualistki, zafascynowanej chrześcijaństwem, która współpracowała z nim przy wydawaniu pisma i prowadzeniu księgarni.
Pomimo tych doświadczeń, a może także dzięki nim, twórczość poety z lat 1910–1914 jest do głębi przesiąknięta wiarą chrześcijańską. Jeden z najbardziej znanych teologów XX wieku, Hans Urs von Balthasar skonkludował to znanym zdaniem: „Nikt nigdy nie pisał tak po chrześcijańsku jak Charles Péguy". Właśnie w tym czasie powstały jego największe dzieła: Misterium miłosierdzia Joanny d'Arc(1910), Przedsionek misterium drugiej cnoty(1912) – poemat o nadziei, który we Francji doczekał się ponad sześćdziesięciu wznowień i był ulubioną lekturą generała de Gaulle'a – oraz Misterium Świętych Niewiniątek.
Peguy idzie przez pola Beauce
Kulminacja życiowych dramatów, jak mogło się zdawać, nastąpiła gdy jeden z synów Péguy’ego zachorował na błonicę. Pisarz złożył wtedy ślub Matce Bożej: jeśli syn wyzdrowieje, on odbędzie pieszą pielgrzymkę do Chartres. Chłopiec wyzdrowiał, a Péguy w 1912 roku wyruszył z Paryża do Chartres w Beauce. Szedł modląc się o zdrowie rodziny i o własne nawrócenie. Podania o tej sprawie mówią, że część dawnych ścieżek była zupełnie zarośnięta i Peguy musiał w wielu miejscach wycinać je na nowo. Doświadczenie tej drogi uwiecznił w poemacie Présentation de la Beauce à Notre-Dame de Chartres, który stał się jednym z najbardziej przejmujących tekstów pobożnościowych literatury francuskiej.
Gdy w 1914 roku wybuchła I wojna światowa Péguy został mianowany porucznikiem. Poległ 5 września 1914 roku, trafiony kulą w czoło pod Villeroy, dzień przed bitwą nad Marną. Wkroczył wtedy ledwie czterdziesty pierwszy druki życia. W kolejnych latach, zarówno jego żona jak i synowie przyjęli chrzest w Kościele katolickim.
Péguy zginął, ale wykarczowaną przez niego ścieżkę zaczęli wydeptywać inni. Jego przyjaciele, uczniowie i czytelnicy podejmowali tę samą drogę, a z czasem jego śladami ruszyły kolejne pokolenia pielgrzymów. Przez kilka dekad tradycję podtrzymywały przede wszystkim środowiska akademickie, katolickie i literackie – ludzie, dla których Péguy był kimś więcej niż pisarzem: świadkiem bezkompromisowego przywiązania do prawdy, sprawiedliwości i osobistej uczciwości, a także wiary, która nie ustępuje przed trudnościami. Szczególnie ożywienie zainteresowania pielgrzymowaniem do Chartres dało się zauważyć w latach 30. XX dzięki aktywnym grupom studenckim z Paryża.
Zwyczaj ten zaczął jednak słabnąć w latach 60. XX wieku wraz z postępującą sekularyzacją Francji, przemianami kulturowymi okresu rewolucji obyczajowej i mniejszym zaangażowaniem części lokalnego Kościoła. Przez pewien czas szlak z Paryża do Chartres utracił dawną żywotność, może nawet wręcz opustoszał. Kolejne przebudzenie przyszło nieco ponad dekadę później na początku lat 80. i dało początek zjawisku, które znamy dzisiaj.
Czas próby
Jednym z bardziej zaskakujących rysów współczesnej pielgrzymki jest jej struktura organizacyjna. Odrodzona w latach 80. była od początku zaprojektowana, zorganizowana i kierowana przede wszystkim przez świeckich. Remi Fontaine uważa, że właśnie to tłumaczy zarówno jej trwałość jako dzieła i popularność. Nie mamy do czynienia z przedsięwzięciem powołanym przez oficjalną instytucję kościelną, lecz z inicjatywą wiernych, którzy – pozostając w jedności z duchowieństwem i odwołując się wprost do nauczania Soboru Watykańskiego II o roli laikatu – wzięli na siebie odpowiedzialność za przekazywanie wiary w wymiarze doczesnym: w rodzinach, szkołach i różnych innych środowiskach.
W latach 80. tak jednoznaczna postawa była nieoczywista. Wśród katolików trwały niepokoje dotyczące politycznej debaty na temat wolności nauczania we Francji, środowisko posoborowego Kościoła z nieufnością patrzyło na inicjatywy tradycjonalistyczne, a sam ruch katolików przywiązanych do dawnej liturgii był wewnętrznie rozdarty. Nasilały się w nim krytyki dotyczące zarówno implementacji dokumentów niedawnego soboru, jak i samej ich treści. Przypomnijmy, gdy w 1988 roku arcybiskup Marcel Lefebvre dokonał nielegalnych święceń biskupich, organizatorzy pielgrzymki Notre-Dame de Chrétienté, pomimo że podzielali część krytycznych diagnoz tego hierarchy dotyczących kondycji Kościoła, nie poszli za nim. Wybrali niełatwą drogę synowskiej wierności Rzymowi i jednoczesnego zabiegania o to by głos christianitas,widzialnego i zaangażowanego chrześcijaństwa był wciąż słyszalny.
Ojciec Jean de Massia, kapelan pielgrzymki, mówił o tym niedawno w taki oto sposób: „W 1988 roku, w momencie pierwszych sakr, stowarzyszenie Notre-Dame de Chrétientédokonało innego wyboru niż FSSPX [Bractwo Kapłańskie św. Piusa X, założone przez abp Marcela Lefebvre’a], pokładając ufność w obietnicy Stolicy Apostolskiej, że zapewni szeroką i wielkoduszną drogę dla naszej rodziny duchowej w Kościele. Jesteśmy i pozostajemy wierni temu wyborowi; nawet jeśli trzeba uznać, że motu proprio Traditionis custodesmocno zraniło tych, którzy podjęli tę synowską decyzję. Zachowujemy jednak wielką nadzieję wobec naszej Matki, Kościoła, oraz Ojca Świętego”. Trzeba dodać, że całe środowisko pielgrzymki do Chartres pozostało wierne swojemu wyborowi także w związku z kolejnymi sakrami biskupimi jakich Bractwo dokonało bez autoryzacji papieża 1 lipca 2026 roku.
W oczach wielu tradycjonalistów – słusznie zresztą – motu proprio papieża Franciszka było dokumentem wymierzonym w tradycyjną liturgię rzymską, mającym w dalszej perspektywie doprowadzić do jej likwidacji. Sprawa była tym bardziej bolesna i dezorientująca, że ledwie w roku 2007 papież Benedykt XVI przywrócił wolność odprawiania Mszy trydenckiej po dekadach faktycznych zakazów. Liturgia ta przyciągnęła do Kościoła wielu ludzi, pogłębiła także katolicką formację niejednego z tych, którzy byli w nim już wcześniej. Ledwie piętnaście lat wolność tradycyjnej liturgii pokazało, że jest ona wielkim przekaźnikiem łaski Bożej dla dusz na całym świecie.
Polska lekcja
Skąd jednak wziął się ten organizacyjny porządek, z którego słynie Notre-Dame de Chrétienté? Antony, Champoiseau i Fontaine podejmując swoje dzieło, mieli konkretny wzorzec przed oczami. W latach 70. grupa francuskich katolików regularnie przyjeżdżała do Warszawy, by uczestniczyć w pieszych pielgrzymkach na Jasną Górę. Przyglądali się logistyce, duchowości, dyscyplinie kolumn pielgrzymkowych. Według Fontaine’a sprawa naśladownictwa była jednak głębsza. W swojej książce Pèlerinages de Tradition z 1986 roku porównywał młodego pielgrzyma z Częstochowy, symbolicznie niosącego swój mały drewniany krzyż, z dziewczynką idącą do Chartres – i stwierdzał, że prawie nie ma między nimi różnicy, poza jedną: pierwszy idzie wbrew swojemu dyktatorowi, druga zaś wbrew własnemu biskupowi. To bowiem sama oficjalna hierarchia kościelna we Francji powtarzała, jego zdaniem znane z komunistycznej Polski zarzuty wobec tradycyjnej religijności, nazywając ją "przeżytkiem", religią przesądną i ludową.
Dla Fontaine'a polska pielgrzymka z czasów komunizmu, rozwijająca się mimo wrogości państwa, była więc dowodem, że wiara może trwać i przyciągać wbrewniechęci instytucjonalnej, opierając się na sile wspólnoty i modlitwy ludu. Nawet jeśli ta analogia pomiędzy doświadczeniem polskim i francuskim jest nieco na wyrost, trzeba pamiętać, że na zdystansowany do pielgrzymki stosunek biskupów nakładała się, jako czynnik wzmacniający poczucie bycia w opresji, także szalejąca sekularyzacja i radykalnie laicka kultura życiapublicznego w kraju nad Sekwaną i Loarą. „W przyszłym roku całe [francuskie] chrześcijaństwo umawia się u stóp Matki Bożej z Chartres, która odtąd będzie naszą narodową Częstochową” – mówił w 1985 roku, w homilii wygłoszonej w katedrze w Chartres, benedyktyński opat Le Barroux, dom Gérard Calvet. I słowa te każdego roku stawały się coraz bardziej aktualne. W latach 1983–1989 był to jedyny rok, w którym pielgrzymi nie musieli uczestniczyć w liturgii na tle zatrzaśniętych drzwiach katedry, ale przy jej ołtarzu.
Nie tylko logistyka
Fontaine odniesienie do polskiego doświadczenia odczytuje także w kluczu dynamiki teologicznej i społecznej. Wielka nowenna przygotowana przez kardynała Wyszyńskiego z więzienia, w latach internowania, będąca wstępem do obchodów tysiąclecia chrztu Polski, zrodziła — jak mówi — Jana Pawła II i ruch Solidarności. Choć to zbyt upraszczające ujęcie dziejów polskiej kultury, jest w tym wiele prawdy jeśli chodzi o cele jakie pozostają do osiągnięcia. Chartres od nowego początku miało być analogicznym znakiem dla Francji – aktem wytrwałego przygotowania zmiany, która zaczyna się od wierności Królestwu Bożemu. Widoczne w ostatnich latach – relatywnie niewielkie, ale niespodziewane i trudne do pominięcia także przez dalekich od Kościoła socjologów i dziennikarzy – przebudzenie katolickie w wielu krajach Zachodu, zaczęło się przecież we Francji. I jest bezpośrednio związane z pielgrzymką do Chartres oraz środowiskami, które je tworzą.
W czasie, gdy wielu komentatorów mówiło o nieuchronnym zmierzchu katolicyzmu we Francji, statystyki z ostatnich lat zaczęły opowiadać inną historię. Liczba dorosłych katechumenów rośnie w tempie, którego jeszcze niedawno nikt się nie spodziewał. W Wielkanoc 2026 roku chrzest przyjęło 13 234 dorosłych katechumenów oraz 8 152 nastolatków. Oznacza to wzrost o 28 proc. wśród dorosłych w porównaniu z rokiem poprzednim, a w perspektywie dekady – ponad trzykrotny wzrost liczby chrztów dorosłych: z 4124 w 2016 roku do 13 234 w 2026. Łącznie sakrament chrztu przyjęło w zeszłym roku 21 386 katechumenów.
Jeszcze bardziej wymowny jest profil nowych katolików. Najliczniejszą grupę stanowią dziś osoby między 18. a 25. rokiem życia – pokolenie wychowane już w zsekularyzowanej Francji, nie raz bez religijnego zaplecza rodzinnego. Według danych Konferencji Episkopatu Francji 42 proc. dorosłych katechumenów należy właśnie do tej grupy wiekowej, a ponad cztery piąte nie ukończyło czterdziestu lat. Nie oznacza to jeszcze odwrócenia procesu sekularyzacji, ani końca kryzysu Kościoła we Francji. Pokazuje jednak, że pod powierzchnią społeczeństwa, które przez dziesięciolecia uchodziło za modelowo zlaicyzowane, pojawiło się nowe i zaskakująco silne odkrywanie chrześcijaństwa.
Choć zjawisko to nie ogranicza się do środowisk tradycji katolickiej, to jednocześnie badania i świadectwa sugerują, że część młodych dorosłych przyciąga właśnie bardziej wymagająca forma katolicyzmu: liturgia, piękno kultu, wyraźna doktryna, życie wspólnotowe i wysoki poziom zaangażowania. Sprawy te opisywali między innymi francuscy socjologowie religii, tacy jak Yann Raison du Cleuziou czy Guillaume Cuchet.
Królestwo, które nie jest z tego świata — ale ma skutki w tym świecie
Jedną z idei, które Fontaine formułuje najbardziej bezpośrednio jako wyraz duchowości pielgrzymki do Chartres, jest przywiązanie do doktryny Chrystusa Króla w jej społecznym wymiarze, rozwiniętej przez Piusa XI w encyklice Quas Primas, której stulecie obchodziliśmy zaledwie kilka miesięcy temu. Nie chodzi przy tym – zastrzega autor – o teokrację ani o projekt państwa wyznaniowego. Chodzi raczej o przekonanie, które pielgrzymka wyraża niejako samym swoim istnieniem, że forma, jaką nadaje się życiu społecznemu, wpływa na duchową kondycję człowieka, a nawet na doczesną jakość jego funkcjonowania; że chrześcijanie potrzebują przestrzeni, w której mogliby żyć swoją wiarą nie wbrew kulturze, lecz wraz z nią.
Warto jednak pójść o krok dalej. W istocie wszyscy ludzie potrzebują dobrych zasad i zdrowych form życia społecznego, aby lepiej żyć – nie tylko w wymiarze materialnym i moralnym, lecz także nadprzyrodzonym. Społeczeństwo, które sprzyja integralnemu rozwojowi osoby oraz chroni ład moralny – zarówno w życiu prywatnym, jak i publicznym, w rodzinie, narodzie i państwie – powinno być dobrem pożądanym przez wszystkich. To, że często tak nie jest, pozostaje świadectwem głębokiej dezintegracji kultury w cywilizacji, która nas otacza.
Stąd w środowisku chartryjskim nacisk na formację szkolną, współpracę ze skautingiem, różnymi wspólnotami i środowiskami które, pielgrzymka przez dekady budowała wokół siebie, ale też z których wyrosła. Fontaine sięga po metaforę Péguy, który pisał o potrzebie „łóżka polowego” dla łaski, czyli o warunkach, w których wiara może dojrzewać, zanim zostanie poniesiona dalej. Chodzi więc o obraz militarny – łóżko polowe to prowizoryczne posłanie żołnierza w marszu — coś tymczasowego, ale niezbędnego do przetrwania. W tym sensie Péguy mówi, że rzeczywistość doczesna — kultura, naród, instytucje — może być takim tymczasowym oparciem dla rzeczywistości nadprzyrodzonej. Nie są one celem samym w sobie, ale pozwalają jej trwać w osobach i rozwijać się.
Realne życie katolickie
Przypadku Fontaine’a nie jest to jedynie utopijna wizja, lecz raczej świadectwo człowieka, który dostrzega rozrastający się zaczyn przyszłości. Pielgrzymka jest bowiem zakorzeniona w żywej wspólnocie katolickiej, której centrum stanowi Bóg, a tradycyjny ryt liturgii – przez wieki kształtujący chrześcijańską cywilizację – pozostaje uprzywilejowanym sposobem oddawania Mu czci. Starsza forma rytu rzymskiego nie jest tam traktowana ekskluzywnie, ani jako znak sprzeciwu wobec Kościoła. Przeciwnie, postrzega się ją jako niedoceniany, a zarazem bezcenny punkt odniesienia – swoistą latarnię morską dla ludzi zagubionych, poszukujących trwałych fundamentów wiary, ale także tych, którzy pragną jeszcze bardziej nią żyć.
Można by długo opisywać francuską geografię życia religijnego. Tworzą ją liczne tradycyjne instytuty kapłańskie, klasztory, wspólnoty i stowarzyszenia wiernych, które od lat budują środowisko wiary, z którego wyrastają nowe powołania, nawrócenia i inicjatywy apostolskie.
Do tej rodziny należą między innymi Bractwo Kapłańskie Świętego Piotra, Instytut Chrystusa Króla Najwyższego Kapłana oraz Instytut Dobrego Pasterza – trzy najważniejsze wspólnoty kapłańskie we Francji celebrujące liturgię według tradycyjnej formy rytu rzymskiego. Silną obecność zachowują również opactwa benedyktyńskie, w dużej mierze będące fundacjami-córkami opactwa Fontgombault. Do tej rodziny należy samo opactwo macierzyste założone w 1948 roku, a także Triors (1984), Randol (1971), Donezan (1994, wcześniej Gaussan) oraz przejęte w 2013 roku opactwo w Wisques.
Odrębną, choć blisko związaną rodzinę stanowią fundacje wywodzące się z opactwa Sainte-Madeleine du Barroux, założonego przez o. Gérarda Calveta OSB. Należy do nich między innymi klasztor La Garde (2002), a także, od 2026 roku, uratowane przed zamknięciem dawne opactwo trapistów w Bellefontaine.
Należy też wspomniećkanoników regularnych Matki Bożej z Lagrasse oraz dominikanów ze Stowarzyszenia Świętego Wincentego Ferreriusza z Chéméré-le-Roi. To wspólnota o duchowości dominikańskiej, choć formalnie nienależąca do zakonu dominikańskiego. Do tego dochodzi Instytut Świętego Krzyża z Riaumont łączący charyzmat benedyktyński z ruchem harcerskim, prowadzący ośrodek wychowawczy dla dzieci.
Wśród żeńskich zgromadzeń zakonnych trzeba wymienić benedyktynki z Notre-Dame de l'Annonciation du Barroux (żeńska gałąź założona w latach 1987–1989), kanoniczki regularne Matki Bożej z Azille, Małe Siostry Pocieszenia Najświętszego Serca Jezusowego i Świętego Oblicza z Draguignan (założone w 1989, aktywnie towarzyszące zresztą samej pielgrzymce do Chartres) oraz Adoratorki Królewskiego Serca Jezusa Chrystusa, Najwyższego Kapłana – żeńska gałąź Instytutu Chrystusa Króla, założona w 2001 roku.
Są też świeckie media takie jak periodyki „La Nef” czy „Famille chrétienne”.
Trójmasztowiec
W jednym z wywiadów Rémi Fontaine, nawiązując do swojej – wspomnianej wcześniej – książki Chartres t’appelle! posługuje się obrazem trójmasztowca. Dobrze podsumowuje on duchową intuicję całej pielgrzymki: statku o trzech żaglach, które nazywają się: Tradition – Chrétienté – Mission (Tradycja – Chrześcijaństwo/Chrześcijaństwo społeczne/Christianitas – Misja). Statek ten płynie do Chartres i dalej, „do komunii świętych i nowego chrześcijaństwa”. To retoryka podniosła, ale niepozbawiona treści. Stoi za nią konkretna propozycja. Tradycja liturgiczna i doktrynalna nie jest muzealnym zabytkiem ani zamkniętym dziedzictwem przeszłości, lecz żywą siłą napędową ewangelizacji. Młodzi, którzy rok po roku przychodzą na tę pielgrzymkę – w dużej mierze nie wywodząc się ze środowisk tradycjonalistycznych – szukają właśnie takiego doświadczenia wiary. Szukają drogi ku nadprzyrodzonemu Światłu, a portalem ku niemu pozostaje dla nich święta liturgia orazjedyność misji Chrystusa i Kościoła.
Szczególną rolę podczas pielgrzymki odgrywają grupy ewangelizacyjne, które przypominają, że Chartres nie jest jedynie marszem środowiskowym ani manifestacją przywiązania do określonej formy liturgii. Ich zadaniem jest przede wszystkim głoszenie Chrystusa – zarówno tym, którzy już żyją wiarą, jak i tym, którzy dawno utracili z nią kontakt. Pielgrzymi wychodzą na ulice mijanych miejscowości, rozmawiają z mieszkańcami, zapraszają do modlitwy i świadczą o wierze, która dla wielu współczesnych Francuzów stała się czymś odległym lub nieznanym. W ten sposób droga do Chartres staje się nie tylko marszrutą ku sanktuarium, ale także okazją do wyjścia Kościoła poza własne środowisko i ponownego podjęcia wezwania misyjnego.
Obietnica Jana Pawła II
Trudno przecenić rolę, jaką w odrodzeniu pielgrzymki do Chartres odegrał Jan Paweł II – zarówno swoim nauczaniem, jak i konkretnym gestami wobec tej tradycji. W 1994 roku papież skierował list do duchowieństwa diecezji Chartres z okazji 800. rocznicy odbudowy katedry. Pisał w nim wprost: „Pielgrzymka do Chartres, która w obecnym stuleciu została podjęta na nowo, także za przyczyną Charlesa Péguy, dla wielu osób jest ważnym doświadczeniem duchowym pozwalającym umocnić wiarę i odkryć na nowo wraz z innymi pielgrzymami oblicze Chrystusa".Katedrę papież z Polski nazwał wtedy „latarnią dla ludzi naszych czasów".
Istotnym elementem tego nowego otwarcia było także odnowienie relacji z wiernymi przywiązanymi do tradycyjnej liturgii, nad którym pracował kard. Joseph Ratzinger, ówczesny prefekt Kongregacji Nauki Wiary. W 1988 r. Jan Paweł II ogłosił motu proprio Ecclesia Dei, w którym zwrócił się do biskupów o „wielkoduszne” przyjmowanie wiernych związanych z dawną liturgią łacińską. Papież uznał ich przywiązanie za „uzasadnione”, mówił o „pięknie i bogactwie” tego skarbu Kościoła oraz obiecał szeroko i hojnie chronić ich duchowe potrzeby.
Organizatorzy pielgrzymki do Chartres do dziś odwołują się do tej deklaracji, podkreślając, że są „spadkobiercami obietnicy złożonej przez Jana Pawła II” swojej „duchowej rodzinie” i proszą jedynie o jej dotrzymanie. Warto o tym pamiętać w czasie bolesnych sporów wokół liturgii. Dla zdecydowanej większości uczestników pielgrzymki przywiązanie do starszej formy rytu rzymskiego nie oznacza sprzeciwu wobec Kościoła, lecz przeciwnie – wyraża pragnienie pozostania w pełnej jedności z papieżem i Rzymem, nawet wtedy, gdy wiąże się to z trudnymi wyborami.
Nadzieja złożona w Kościele
Pielgrzymka idzie dalej, a jej organizatorzy i uczestnicy nie zrażają się trudnościami. Ufają Bogu i Kościołowi, a zaufanie to przynosi coraz większe owoce. Jest też znakiem sprzeciwu wobec ducha kapitulacji i zniechęcenia, w które popada wielu chrześcijan, zarówno tych zwykłych, jak my, ale także tych, którzy swoim słowem, piórem i przykładem powinni dodawać siły płynącej przez dzieje łodzi Kościoła.
Tomasz Rowiński
Drogi Czytelniku, prenumerata to potrzebna forma wsparcia pracy redakcji "Christianitas", w sytuacji gdy wszystkie nasze teksty udostępniamy online. Cała wpłacona kwota zostanie przeznaczona na rozwój naszego medium, nic nie zostaje u pośredników, a pismo jest dostarczane do skrzynki pocztowej na koszt redakcji. Co więcej, do każdej prenumeraty dołączamy numer archiwalny oraz książkę z Biblioteki Christianitas. Zachęcamy do zamawiania prenumeraty już teraz. Wszystkie informacje wszystkie informacje znajdują się TUTAJ.
(1981), redaktor "Christianitas", redaktor portalu Afirmacja.info, publicysta poralu Aleteia.org, senior research fellow w projekcie Ordo Iuris: Cywilizacja Instytutu Ordo Iuris, historyk idei, publicysta, autor książek; wydał m. in "Bękarty Dantego. Szkice o zanikaniu i odradzaniu się widzialnego chrześcijaństwa", "Królestwo nie z tego świata. O zasadach Polski katolickiej na podstawie wydarzeń nowszych i dawniejszych", "Turbopapiestwo. O dynamice pewnego kryzysu", "Anachroniczna nowoczesność. Eseje o cywilizacji przemocy". Mieszka w Książenicach koło Grodziska Mazowieckiego.