Wspomnienia
2026.05.06 11:18

Księże Arcybiskupie, z Bogiem!

Ten artykuł, tak jak wszystkie teksty na christianitas.org publikowany jest w wolnym dostępie. Aby pismo i portal mogły trwać i się rozwijać potrzebne jest Państwa wsparcie, także finansowe. Można je przekazywać poprzez serwis Patronite.pl. Z góry dziękujemy.

 

 

Pół wieku temu w Gorzowie Pałac Biskupi był dla nas miejscem „magicznym” (choć tak naprawdę nie był to pałac, tylko okazała poniemiecka willa). W każdym razie był znakiem innej Polski i innej, naszej własnej, historii Ziem Odzyskanych: zakładania parafii, walki o budowę kościołów, wielkich zgromadzeń na Mszach kardynała Wyszyńskiego podczas Wielkiej Nowenny Tysiąclecia. Pałac był owiany legendą: wybitych szyb przez reżimowy Związek Młodzieży Socjalistycznej, a może po prostu przez bojówkę ubecką (w „proteście” przeciw listowi polskich biskupów do biskupów niemieckich), a także podsłuchów, które bp Pluta w rezydencji odkrył. Szyb długo nie wstawiał, z publicznego protestu przeciw podsłuchom – kierując się śląskim pragmatyzmem – zrezygnował, gdy władze zgodziły się na budowę nowych kościołów. Na Pałac patrzyliśmy jak na twierdzę katolickiej Polski, dumnie trwającej mimo kolaboracyjnych rządów komunistów.

I w tym miejscu z „innego świata” zjawił się w 1986 roku przybysz ze świata jeszcze innego, prefekt Kolegium Polskiego w Rzymie, 45-letni ks. Józef Michalik. Na biskupa gorzowskiego powołał go św. Jan Paweł II.

Gorzów był wtedy ważnym ośrodkiem podziemnej Solidarności, a także matecznikiem i społecznym oparciem naszego poznańskiego środowiska Ruchu Młodej Polski. Większość z nas z Gorzowa pochodziła. Z Liceum Kościuszki, w którym się wcześniej uczyliśmy, z Duszpasterstwem Akademickim ks. Witolda Andrzejewskiego – mieliśmy ciągle kontakt. I natychmiast zgłosiliśmy się do nowego biskupa, który owszem – od nas był dobrze starszy, ale był jednak młodszy, czasem sporo, od naszych rodziców. I od początku zawiązała się bliska więź – przyjaźni i współpracy. Bp Michalik objął patronatem „Aspekty”, pismo, które wcześniej ukazywało się w podziemiu. Potem wspierał założenie „na powierzchni” (i już w skali całego kraju) tygodnika „Młoda Polska”.

W RP 1989 został prawdziwym „ojcem chrzestnym” Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego. Nasza partia zawiązała się w domu rekolekcyjnym w sanktuarium Matki Bożej Rokitniańskiej, patronki diecezji gorzowskiej. My tam (bo gdzie mieliśmy się podziać) zaczynaliśmy walkę o chrześcijański charakter niepodległej Polski. A komuniści tymczasem z wielkiego gmachu obecnej giełdy zawiadywali „transformacją ustrojową”, która w ich planie miała zastąpić rzeczywistą odbudowę państwa.

W czasie pierwszych wolnych wyborów biskup miał głośną wypowiedź, która powszechnie została odebrana jako wsparcie dla Wyborczej Akcji Katolickiej, czyli koalicji zorganizowanej przez ZChN: „Katolik ma obowiązek głosować na katolika, chrześcijanin na chrześcijanina, muzułmanin na muzułmanina, Żyd na Żyda, mason na masona, komunista na komunistę, każdy niech głosuje na tego, którego sumienie mu podpowiada”. Z tej prostej i racjonalnej odpowiedzi, wzywającej katolików do wyłonienia reprezentacji opinii katolickiej, robiono orędzie nacjonalizmu, „państwa wyznaniowego” i antysemityzmu. Publicznie wtedy mówiłem, że trzeba wyjątkowej ignorancji, nieznajomości mechanizmów społeczeństwa pluralistycznego, by tego orędzia nie zrozumieć. Wystarczy widzieć trochę „o demokracji w Ameryce”. W Nowym Jorku, który jest świetnym laboratorium kulturowego pluralizmu, katolicy (Włosi, Irlandczycy) z reguły głosowali na katolików, Żydzi na Żydów. Oczywiście teraz Nowym Jorkiem rządzi radykalnie lewicowy mahometanin, ale to już inny wiek i inna demokracja...

Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe stało się rzecznikiem cywilizacji życia, choć zakres naszych zaangażowań był dużo szerszy. Przepisy chroniące życia uchwalone w RP 1993, wzmocnione orzeczeniami Trybunału Konstytucyjnego z lat 1997 i 2020, to trwały owoc ustrojowy tamtego wyborczego sukcesu.

Ale rozmawialiśmy nie tylko o sprawach Rzeczypospolitej. Gdy do Polski przyjechał ks. Josef Bisig, przełożony tradycyjnego Bractwa św. Piotra, pojechaliśmy wspólnie do Arcybiskupa. Rozmowa była ciekawa, przyjazna, choć bez praktycznych konkluzji. Potem jednak Arcybiskup powiedział mi: „Nie martw się, ci księża znajdą drogę do Polski”.

Naszych relacji nie przerwał też wyjazd biskupa z Gorzowa, gdy bp Michalik w RP 1993 został powołany na metropolitę przemyskiego. Tam właśnie, w nowej diecezji, Arcybiskup odegrał znakomitą rolę we wzmocnieniu więzi katolickiej wiernych obu obrządków, naruszonej bolesną pamięcią walk polsko-ukraińskich i dramatycznym konfliktem o grekokatolicką katedrę. Musiały to przyznać nawet liberalne media, regularnie krytykujące Arcybiskupa.

W czasie referendum „akcesyjnego” – jak prywatnie wyznał – nie głosował za Unią Europejską.

Gdy został przewodniczącym Konferencji Episkopatu powstrzymał forsowanie przyjmowania komunii św. na rękę. Mówił, że kierował się głosami wiernych (z których najważniejsza była deklaracja zredagowana przez Pawła Milcarka, podpisana m.in. przez bliską współpracownicę Jana Pawła II, prof. Wandę Półtawską).

Po moim ustąpieniu ze stanowiska marszałka Sejmu (gdy kierownictwo mojej własnej partii storpedowało wzmocnienie konstytucyjnych gwarancji prawa do życia) Arcybiskup wyraził mi publicznie solidarność.

Na emeryturze zamieszkał w małym domku przy przemyskiej katedrze. Mówił, że prowadzi szczęśliwe życie, bo ma pracę (dużo jeździ, odprawia Msze w diecezji, bierzmuje), a jednocześnie wolny jest od brzemienia władzy, którą w dwóch diecezjach sprawował. Dużo czytał, mówił, że kocha Herberta, ale woli… „Traktat teologiczny” Miłosza. Do końca też był do dyspozycji: czy gdy profesorostwo Żarynowie prosili go o kazanie w czasie pierwszego Marszu Papieskiego, czy gdy Bogdan Kiernicki zaprosił Arcybiskupa do Komitetu upamiętnienia 1060. rocznicy Chrztu Polski. Jedną z jego ostatnich publikacji był esej w „Obecności Korony. Raporcie o wielkiej tradycji państwowej”, antologii, którą wydaliśmy z okazji millenium Królestwa Polskiego. Pisał tam:

„Świat potrzebuje ludzi sumienia – przygotowanych, sprawnych, uczciwych i moralnie sprawdzonych monarchów, prezydentów i przywódców. (…) Stróżów «królewskiego ducha» w narodzie polskim było wielu i warto przywoływać ich wzorce zachowań, bo to oni płacili najwyższą cenę za słuszne życiowe wybory, chociażby w okresach niewoli. A byli nimi poeci wygnańcy: Mickiewicz, Słowacki, Norwid, był książę Adam Czartoryski i księża Zmartwychwstańcy, którzy w Paryżu pracowali nad utrwaleniem tożsamości Polaków; bohaterami stali się obrońcy Monte Cassino i zamordowani w Katyniu oraz ci spod Smoleńska. W mozaice wielkich stróżów zdrowego patriotyzmu wpisani są i św. Jan Paweł II i bł. ks. Jerzy Popiełuszko, a także Ryszard Siwiec z Przemyśla, który spłonął na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie w proteście przeciw napaści Związku Sowieckiego na Czechosłowację. (…) Pan Jezus wielokrotnie posługiwał się też obrazem królestwa, do którego tęskni człowiek, choć uzyskać je może pod pewnymi warunkami: trzeba być sprawiedliwym (Mt 5,20) i zdecydowanym, bo tylko „gwałtownicy je zdobywają” (Mt 11,12). Królestwo nie może być wewnętrznie skłócone (Mt 12, 25), ale wejdzie do niego ten, „kto się uniży jak dziecko” (Mt 18,3). Nie ma zatem wątpliwości, że w Bożych planach mieści się autorytet władzy i przywództwo sprawowane przez człowieka nad społecznością. (…) Stare porzekadło mówiło, że mamy takich przywódców, na jakich sobie zasłużyliśmy. Zatem drogą do podniesienia jakości jednostek rządzących społecznością jest troska o jakość każdego człowieka i każdej rodziny, a także tworzenie powszechnej opinii wspierającej wartość ofiarnej pracy na rzecz innych i atmosfery, gdzie z dezaprobatą spotyka się lenistwo, egoizm, korupcja i wszelkiego rodzaju zło. Warto jednak pamiętać, że szlachectwo zobowiązuje a coruptio optima pessima – zepsucie najlepszego staje się sprawą najgorszą”.

Jego własna ziemska służba dobiegła końca. Odcisnął ślad w historii Ojczyzny i Kościoła; i w naszych sercach. Bogu dziękuję za jego pracę i przyjaźń.

Marek Jurek

Drogi Czytelniku, prenumerata to potrzebna forma wsparcia pracy redakcji "Christianitas", w sytuacji gdy wszystkie nasze teksty udostępniamy online. Cała wpłacona kwota zostanie przeznaczona na rozwój naszego medium, nic nie zostaje u pośredników, a pismo jest dostarczane do skrzynki pocztowej na koszt redakcji. Co więcej, do każdej prenumeraty dołączamy numer archiwalny oraz książkę z Biblioteki Christianitas. Zachęcamy do zamawiania prenumeraty już teraz. Wszystkie informacje wszystkie informacje znajdują się TUTAJ  

 

 


Marek Jurek

(1960), historyk, współzałożyciel pisma Christianitas, były Marszałek Sejmu. Mieszka w Wólce Kozodawskiej.