
Ten artykuł, tak jak wszystkie teksty na christianitas.org publikowany jest w wolnym dostępie. Aby pismo i portal mogły trwać i się rozwijać potrzebne jest Państwa wsparcie, także finansowe. Można je przekazywać poprzez serwis Patronite.pl. Z góry dziękujemy.
Wystawa IV edycji projektu Namalować katolicyzm od nowa pojechała już z Warszawy w świat. Byłem na niej w listopadzie, więc teraz najwyższa pora żeby podsumować swoje wrażenia. Zwlekałem z przelaniem ich na papier, próbując jakoś uporządkować sprzeczne emocje budzące się podczas oglądania umieszczonych na wystawie obrazów.
Przypomnijmy, że po przedstawieniu przez malarzy w pierwszej edycji ich własnej wizji Jezusa Miłosiernego według objawień św. Faustyny, następne poświęcone są kolejnym Tajemnicom różańcowe. Ostatnia edycja była zatem poświęcona trzeciej Tajemnicy Radosnej, Bożemu Narodzeniu.
Najogólniej trzeba powiedzieć, że projekt ewoluuje w dobrą stronę. Coraz więcej jest obrazów ładnych, a nawet takich które bezdyskusyjnie nazwałbym pięknymi. O nich w dalszej części tekstu. Najpierw muszę bowiem wyrzucić z siebie złość na obraz nieudane. Może najbardziej te, które są zepsute przez drobny, zdawałoby się, detal. W tej kategorii zdecydowany prym wiedzie Ignacy Czwartos. Jego duży obraz (przypomnijmy, że założeniem projektu jest, by każdy uczestnik namalował obraz ołtarzowy i mały obraz do prywatnej pobożności) jest skomponowany wspaniale. Proroctwo Jego zgonu na żadnym innym z eksponatów nie jest tak wyraźnie i wprost zapowiedziane. W przedstawieniu pasterzy podoba mi się nawiązanie do postaci z krakowskiego ołtarza Wita Stwosza. Tylko dlaczego Maryja jest na tym obrazie bardzo starą i brzydką kobietą!? Dlaczego na małym obrazie Maryi w typie Hodegetrii oczy Bogarodzicy wyglądają jak oczy dziewczyny zniszczonej narkomanią?
Dzieła głównego artysty projektu, Jarosława Modzelewskiego, zawsze zajmujące na wystawach najlepiej eksponowane miejsca, mniej mnie irytują. Nie dlatego, że są lepsze. Wręcz przeciwnie. Uważam, że to artysta, który jeszcze w ramach tego projektu nie namalował ani jednego obrazu sakralnego. Niczego dobrego się po nim nie spodziewałem, więc i rozczarowania nie ma.
Rok temu pisałem o wypowiedzi Jana Michalskiego na jednym z paneli dyskusyjnych towarzyszących poprzedniej edycji projektu:
“Powstawaniem dzieła sakralnego powinny kierować dwa imperatywy. Po pierwsze – poza Kościołem nie ma zbawienia. Oznacza to, że artysta tworzący dla Kościoła musi być z tym Kościołem związany. Po drugie musi kierować się ewangeliczną zasadą gorliwość o dom Twój pożera mnie. Tutaj jest największa trudność. Spełnienie tego imperatywu wymaga całkowitego wyzbycia się artystowskiego egocentryzmu. Tymczasem współcześni artyści są kształceni w systemie, którego potem stają się częścią, napędzanym przez wynoszenie ego artysty na piedestał.”
Otóż uważam, że Modzelewski konsekwentnie te imperatywy odrzuca. Nie można namalować katolickiego obrazu sakralnego, jeżeli postacie nie mają twarzy, albo ta twarz jest jakoś zniekształcona. Artysta tym razem zaprezentował nawet trzy obrazy. I jest to problem każdego z nich. Trochę szkoda Adoracji Dzieciątka przez Maryję, bo ma ładną kompozycję i dobrze operuje barwą. Natomiast główny dzieło Modzelewskiego, wprost epatujące brzydotą, naprawdę powinno dać organizatorom do myślenia czy dalszy jego udział w projekcie ma sens.
Muszę się przyznać, że przez wszystkie edycje z całkowitą obojętnością przechodzę obok prac Wojciecha Głogowskiego. Nie odnajduję się w jego estetyce zaokrąglonych, nieco przysadzistych postaci, niekiedy zawieszonych gdzieś w obłokach. Nie ma u mnie odrazy, ale nie ma też nawet śladu zachwytu. Może jest w tym coś z tak licznie reprezentowanego w Polsce barokowego malarstwa różnych lokalnych artystów, a może słuszniej byłoby powiedzieć rzemieślników. Tych dawnych nie zamierzam wyrzucać z przestrzeni sakralnej, nie widzę jednak potrzeby tworzenia nowych.
Także Grzegorz Wnęk nie należy do moich ulubieńców wśród uczestników projektu. Przyznaję jednak, że tym razem zwrócił uwagę, jako jedyny uwspółcześniając scenę poprzez jej umieszczenie na styku współczesnych ulicy i mieszkania.
Krzysztof Klimek i Jacek Hajnos OP ponownie namalowali ciekawe i ładne obrazy. Zaznaczmy, że dominikanin zaprezentował tylko jeden. Zapewne to oznaka deficytu czasu. Teza tym bardziej prawdopodobna, że obraz Bożego Narodzenia, w detalu oczywiście zróżnicowany odpowiednio do przedstawionego tematu, w układzie kompozycyjnym jest niemal kopią dużego obrazu Nawiedzenia sprzed roku. Jeśli chodzi o Klimka, to mnie osobiście podoba się jego malowanie na tle nieco archaizowanego polskiego pejzażu zimowego, ale widziałbym konieczność pracy nad lepszym rysunkiem twarzy prezentowanych postaci. Klimek nie przekracza granicy indywidualizacji rysów, którą bezceremonialnie pogardza Modzelewski, ale byłoby lepiej, gdyby się od niej zdecydowanie oddalił.
Jacek Dłużewski w obrazie ołtarzowym Bożego Narodzenia przedstawił najlepszy swój obraz namalowany w ramach projektu. Natomiast w małym postanowił zmieścić zdecydowanie za dużo. Miałem okazję wysłuchać opinii jednego z szanowanych przeze mnie historyków sztuki, który bardzo się nim zachwycał. Mogę jedynie powiedzieć, że mnie wręcz przeciwnie – poczułem się zniechęcony.
W tej edycji projektu najlepiej wypadły malarki.
Obrazy Bogny Podbielskiej nigdy nie należały do tych, które oceniałbym najwyżej, zawsze jednak są bardzo wysmakowane i nieoszpecone detalami.
Beata Stankiewicz wreszcie przyjęła do wiadomości, że Maria była młodą dziewczyną, i to jedna z dwóch najlepszych wiadomości z ostatniej wystawy. Stojąc przed Adoracją Dzieciątka przez Madonnę, przez organizatorów oznaczoną jako Boże Narodzenie II, trudno oprzeć się uczuciu zachwytu. I jednak pewnej złości! Czemu Madonna z Dzieciątkiem namalowana dwa lata temu do ołtarza głównego kościoła w pałuckim Parlinie nie mogła być podobna tej najnowszej? Po kilkunastu dniach nie trzeba by jej było przenosić w mniej eksponowane miejsce. Dość jednak tych daremnych żali.
Tym razem Stankiewicz namalowała aż trzy obrazy, każdy w innym stylu, każdy urzekający, choć nokturn może bardziej religijny niż sakralny. Podobnie jak jej czwarty obraz, umieszczony jednak nie na głównej ekspozycji w podziemiach katedry św. Floriana na Pradze, a w jej wnętrzu, tuż obok zakrystii, wraz z informacją o wystawie. Szkoda, że ta informacja nie działała w drugą stronę. Obraz obejrzałem tylko dlatego, że na wystawę wybrałem się w niedzielne przedpołudnie i po zakończeniu zwiedzania poszedłem do katedry na Mszę.
Druga ze wspomnianych najlepszych wiadomości to oba obrazy Karoliny Żądło. To artystka młodego pokolenia. Na to jedno “młodzieżowe” miejsce co roku zapraszana jest inna osoba. Już w zeszłym roku mogły się bardzo podobać obrazy Ewy Czwartos. Nie były one wolne od pewnych drobnych usterek, zapewne będących skutkiem pośpiechu pod presją czasu. Potwierdzałoby to zresztą bardzo podobne ujęcie tematu zarówno na “ołtarzowym”, jak i małym obrazie.
Tymczasem Karolina Żądło na dużym obrazie namalowała Świętą Rodzinę z wołem i osłem, na domowym i krajobrazowym tle polskiej, podgórskiej wsi. Ujmujące są zarówno postacie Maryi i Józefa w białych, chłopskich i bardzo prostych ubraniach, jak i przedstawienie ich na tle wnętrza wiejskiej izby, szeroko otwartej na pola, łąki, góry i niebo.
Jej mały obraz to Madonna z Dzieciątkiem w lekko zmodyfikowanym ujęciu zwanym z grecka eleusis, a po słowiańsku umiljenje. Dzieło cechują piękne kolory z dominującym, maryjnym błękitem w dość ciemnej tonacji. Zachwyca delikatny woal, zakrywający obie postaci za wyjątkiem ich twarzy, na którym przy bliższym przyjrzeniu się widać kilkanaście delikatnie zaznaczonych, równoramiennych krzyży. Twarz Maryi jest poważna i skupiona. Brązowe oczy zdają się patrzeć już ku Tajemnicom Bolesnym Różańca świętego.
Madonna Karoliny Żądło to w mojej ocenie najlepszy ze wszystkich już ponad siedemdziesięciu obrazów namalowanych w ramach prowadzonego przez “Teologię Polityczną” projektu. Już to jedno dzieło byłoby usprawiedliwieniem całej akcji. Szczęśliwie nie jest jedynym.
Piotr Chrzanowski
Drogi Czytelniku, prenumerata to potrzebna forma wsparcia pracy redakcji "Christianitas", w sytuacji gdy wszystkie nasze teksty udostępniamy online. Cała wpłacona kwota zostanie przeznaczona na rozwój naszego medium, nic nie zostaje u pośredników, a pismo jest dostarczane do skrzynki pocztowej na koszt redakcji. Co więcej, do każdej prenumeraty dołączamy numer archiwalny oraz książkę z Biblioteki Christianitas. Zachęcamy do zamawiania prenumeraty już teraz. Wszystkie informacje wszystkie informacje znajdują się TUTAJ.
(1966), mąż, ojciec; z wykształcenia inżynier, mechanik i marynarz. Mieszka pod Bydgoszczą.