14.02.2019
do schowka

Czy św. Tomasz z Akwinu potępiał aborcję?

W sporach dotyczących aborcji od czasu do czasu powraca argument, że współczesne stanowisko „pro-life” jest niezgodne ze stanowiskiem św. Tomasza z Akwinu. Doktor Kościoła miałby reprezentować inne poglądy na temat życia prenatalnego i aborcji, niż współcześni jej przeciwnicy. W szczególności zwraca się uwagę na niewątpliwy fakt, że św. Tomasz z Akwinu przejął od Arystotelesa pogląd na temat momentu połączenia się duszy rozumnej z organizmem dziecka rozwijającym się w łonie matki. To właśnie ten moment jest momentem powstania ludzkiego życia. Otóż zgodnie z poglądem starożytnego filozofa, połączenie to następuje około 40 dni po zapłodnieniu w przypadku chłopców, i około 90 dni w przypadku dziewczynek. Wcześniej płód posiada duszę nierozumną. Tak sądził Arystoteles, a św. Tomasz wprost powtórzył za nim ten pogląd jeden raz, w Komentarzu do Sentencji. Przed momentem połączenia duszy ludzkiej z płodem nie mielibyśmy do czynienia z człowiekiem. A więc wydaje się, że aborcja przynajmniej przed tym momentem byłaby dopuszczalna. Ponieważ Kościół katolicki, który darzy św. Tomasza z Akwinu szczególnym zaufaniem, jest jednym z podmiotów zaangażowanych w spór o aborcję, argument ten jest wymierzony przede wszystkim w katolików. Doktor ich Kościoła i teolog będący filarem katolickiej ortodoksji miałby nie uważać aborcji za czyn godny potępienia, przynajmniej w niektórych wypadkach. A więc tym bardziej katolicy nie powinni uważać go za taki.

13.02.2019
do schowka

Kto rzeczywiście sieje zamęt?

Kard. Walter Kasper, przyboczny teolog Papieża Franciszka bardzo nerwowo zareagował na Manifest wiary opublikowany przez byłego prefekta Kongregacji Nauki Wiary kard. Gerharda Mullera. Postawił zaskakujące pytanie czy jego niemiecki współbrat zamierza być nowym Lutrem, liderem buntu przeciwko Papieżowi. Równocześnie publicysta Tygodnika Powszechnego Wojciech Pięciak stwierdził w swoim komentarzu, że Manifest wiary wprowadza zamęt i dezorientację wśród wiernych. Tak, muszę przyznać, że czuje się zdezorientowany. Tyle razy już słyszałem, że Luter jest ważnym pisarzem tradycji chrześcijańskiej i katolicy winni go odzyskać, przestać obarczać winą za rozerwanie widzialnego Kościoła, ba, powinni go zacząć słuchać, a teraz słyszę znów jego nazwisko jako obelgę. Jak to jest w końcu? Jeśli kard. Muller może być nowym Lutrem to może trzeba go zacząć słuchać od razu, już teraz, bez ociągania, a nie za 500 lat “odzyskiwać”? 

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij