Felietony
2023.07.26 13:18

Ulica feminatywów

Ten artykuł, tak jak wszystkie teksty na christianitas.org publikowany jest w wolnym dostępie. Aby pismo i portal mogły trwać i się rozwijać potrzebne jest Państwa wsparcie, także finansowe. Można je przekazywać poprzez serwis Patronite.pl. Z góry dziękujemy. 

Miałem dziwny sen letni. Stałem na chodniku pełnym feminatywów. Najpierw jednak było jak w dzieciństwie. Szła tu z torbą listonoszka, kierowniczka ośrodka kultury biegła go otworzyć, a lekarka rozmawiała z dentystką stojąc w kolejce do bankowej kasjerki, obsługującej akurat teraz krawcową. Znana filozofka, nazywana wciąż "panią profesor", a będąca wieloletnią wykładowczynią, ale też poetką, szła obok nauczycielki, którą jej uczniowie i uczennice nazywali zawsze profesorką, a która była też sprawną dyrektorką szkoły, nazywaną w chwilach  oficjalnych "panią dyrektor". Feminatywy były niezliczone po mojej stronie ulicy - nawet żołnierka była tu traktowana jak swoja, nie mówiąc o policjantce, słynnej z powodu ujęcia pewnej zbrodniarki.

Ale była też druga strona ulicy. Ktoś rzekł, że gorsza, i u nas to się często powtarzało. "Pamiętaj, dziecko, żebyś tam nigdy nie chodziło, gdyż tam chodzą widziadła". Jednak  mój wzrok zabłądził na drugą stronę ulicy. Tam również szły, biegły i siedziały feminatywy! Była historyczka, była archeolożka, ba! siedziała też teolożka. Te trzy były młodziutkie - lecz rozmawiały z psycholożką, która - między nami - była młoda przed II wojną światową. W głębi przeszklonej secesyjnej kawiarni zobaczyłem rozparte w fotelach damy: jedna z nich była prawniczką, a druga posłanką, występującą ostatnio w procesie jako świadkini (w procesie prowadzonym przez sędzinę, która - hmm, co za przeskok - stała obok mnie na przystanku). Proces był głośny, chodziło o odszkodowania dla powstanek, które po naszej stronie nazywano "kobietami -powstańcami", a które były więźniarkami w kacecie, doznającymi okrucieństw może zwłaszcza od strażniczek i nadzorczyń. Po drugiej stronie w pięknym skafandrze sunęła lotniczka, bywająca też u nas, razem z malarką, o której obrazy zabijały się, po drugiej stronie?, także marszandki. Od strony uniwersytetu szły, też po drugiej stronie, dwie uczone: starsza była doktorką (prawa ) - co nieraz prowadziło do zabawnych nieporozumień, gdyż traktowano ją jako lekarkę. Młodsza była starszawą magistrą w aptece - ale nigdy nie krzywiła się, gdy nazywano ją uprzejmie "panią magister"... Wiadomo, mówi się różnie, nasz język jest dość bogaty.

Patrząc na to wszystko, zacząłem sobie zadawać pytanie czy jest coś co dzieli światy tych dwóch stron ulicy. Im dłużej patrzyłem na jedną i na drugą stronę, tym mniej widziałem różnic. Sędzina tu, świadkini tam. Kasjerka i powstanka...

Środkiem, jezdnią sunął sznur samochodów, starych i nowych. Rzadko się zatrzymywały - ale wtedy między oboma chodnikami odbywał się ruch w tę i drugą stronę: feminatywy z prawej stawały się feminatywami z lewej, i odwrotnie.

Byłbym tak śnił dalej, gdyby nagle nie stało się coś co wreszcie zakończyło senną grę wyobraźni. Z bramy naprzeciwko wyszła chirurżka i razem z psycholożką zaczęły przechodzić na naszą stronę. Szły "po włosku", wymuszając przejście wśród samochodów! Szły unosząc dłonie zwinięte w pięści, z pięknie zrobionymi paznokciami kciuka. "Precz z patriarchatem!" - wołała psycholożka w garsonce. "Wytniemy go!" - dołączała się chirurżka w haremkach. Wtedy z bramy od nas wyszła pani aktor i razem z panią pisarz zagrodziły tamtym drogę. "Nie przejdziecie!" - rzekła twardo pani aktor w sukience vintage halter. - "Rewolucja nie przejdzie!" - dodała pani pisarz w szmizjerce.

Nie wiem co było potem. Ostatnie co pamiętam sprzed przebudzenia to podmuch od masywnej ciężarówki jadącej z wielkim pędem jezdnią, na której stała tamta czwórka (czwórca?).

Ciężarówko było niebinarne, więc sądzę, że z wrodzonx sobie delikatnościem usunęło przedmioto sporu "pani aktor" i "chirurżki".

Sen się skończył, czas wracać do naszego nadchodzącego świata, towarzyszcza. Miałoś, chamiu, złote rogo, miałoś, chamiu, czapek z piór. Wiatro hula po lesi, czapek wichro niesie. Ostało ci się ino sznuro.

Paweł Milcarek

Drogi Czytelniku, prenumerata to potrzebna forma wsparcja pracy redakcji "Christianitas", w sytuacji gdy wszystkie nasze teksty udostępniamy online. Cała wpłacona kwota zostaje przeznaczona na rozwój naszego medium, nic nie zostaje u pośredników, a pismo jest dostarczane do skrzynki pocztowej na koszt redakcji. Co wiecej, do każdej prenumeraty dołączamy numer archiwalny oraz książkę z Biblioteki Christianitas. Zachęcamy do zamawiania prenumeraty już teraz. Wszystkie informacje wszystkie informacje znajdują się TUTAJ.


Paweł Milcarek

(1966), założyciel i redaktor naczelny "Christianitas", filozof, historyk, publicysta, freelancer. Mieszka w Brwinowie.