Liturgia
2011.05.30 13:16

Dlaczego Msza "trydencka"?

Otrzymaliśmy niedawno, w sam dzień Matki Bożej Fatimskiej, instrukcję Stolicy Apostolskiej Universae Ecclesiae – o tym, jak rozumieć możliwość używania w Kościele dawnej liturgii łacińskiej.

W tym ważnym dokumencie znajduje się dość prosta i naturalna odpowiedź na pytanie, czemu Papież chce zachowania dawniejszych, przedsoborowych form liturgicznych: „ze względu na ich czcigodność i starożytność” (n. 6). Na tym polega racja najważniejsza i obiektywna: w świecie, w którym także nasza pobożność naznaczona jest zbyt często prowizorką i przejściowością, Ojciec Święty chce pewnego trwałego jakby semafora – a jest nim długa tradycja liturgiczna, „która ma być zachowana z należnym jej honorem” (n. 6). Obala to pogląd, że chodzi tylko o ustępstwa wobec lefebvrystów.

Tym bardziej należałoby się dokładnie zapoznać z intencjami Benedykta XVI – żeby choćby przez niewiedzę nie przeciwstawiać się im. W instrukcji przypomniano, że celem Papieża jest najpierw „ofiarowanie wszystkim wiernym liturgii rzymskiej w starszej formie, jako skarbu do najstaranniejszego zachowania”; po drugie – „zagwarantowanie i realne zapewnienie używania” tej formy liturgii wszystkim, którzy tego pragną; po trzecie – „sprzyjanie pojednaniu wewnątrz Kościoła”.

Są to bardzo ważne słowa. Kolejność tych punktów nie jest oczywiście przypadkowa, a każdy z nich mówi o trochę innych owocach.

Widać, że celem pierwszym jest to, aby – niezależnie od skali zainteresowania, różnej w różnych częściach Kościoła – żywe świadectwo dawnej liturgii było zachowane tak, aby mogło być ofiarowane wszystkim wiernym. Można to rozumieć w ten sposób, że geografia miejsc, w których celebruje się w „starym rycie”, powinna być na tyle gęsta, aby zwykli wierni od czasu do czasu musieli się o niego otrzeć, trafić na tak odprawianą Mszę itp. Nie chodzi przecież o zamykanie tego świadectwa w szafie – wręcz przeciwnie, bez narzucania go nikomu należy je jednak uczynić czymś zwyczajnie obecnym w diecezjach, sanktuariach, domach zakonnych.

Punkt drugi – mówi nam ponadto, że tam, gdzie istnieje grupa wiernych wyraźnie sobie tego życzących, należy udostępnić im dawną liturgię do zwykłego korzystania, czyli tak, aby taka mogła być ich Msza niedzielna i inne sakramenty. Najwyraźniej nie chodzi o wysyłanie tych wiernych na drugą stronę świata, lecz raczej o stworzenie im na miejscu ich życia takich właśnie warunków normalności, w ich parafii czy dekanacie.

I wreszcie punkt trzeci, będący jakby podsumowaniem: tylko wtedy jeśli do tej woli Ojca Świętego podejdziemy z dobrą wolą, możemy mieć poczucie, że faktycznie zależy nam na „pojednaniu wewnątrz Kościoła”. To realny sprawdzian intencji.

Paweł Milcarek

Felieton ukazał się w nr. 23 Tygodnika Niedziela


Paweł Milcarek

(1966), założyciel i redaktor naczelny "Christianitas", filozof, historyk, publicysta, freelancer. Mieszka w Brwinowie.

Komentarze

Slawomir.Kozlowski, http://www.emedia.pl: Pojednanie? Hmmm... Co trzeba do pojednania? Moim zdaniem zgody i wzajemnej akceptacji wszystkich rytów i "podrytów", a również różnych modyfikacji jakie funkcjonują w Kościele Powszechnym. Musi być akceptacja również rytów starszych od mszy trydenckiej, które funkcjonują w kościołach wschodnich jak i tych "podrytów" nowszych, np. funkcjonujących w Kościołach Afrykańskich lub na Drodze Neukatechumenalnej. Musi ponadto istnieć pełna akceptacja sposobu modlitwy przez Odnowę w Duchu Świętym, jak i Rodziny Radia Maryja, jak i OpusDei, jak i tradsów. Bez tego nigdy nie nastąpi pojednanie. (2011.05.30 13:56)

 

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij